Gdy po ubiegłorocznej przerwie wakacyjnej, w nowych odcinach serialu „M jak Miłość” Marysia Mostowiak pojawiła się w nowej fryzurze, niektórzy widzowie mieli to jej za złe. Lecz nowy wizerunek Marysi nie był ani wymysłem scenarzystów, ani pomysłem odtwórczyni tej roli Małgorzaty Pieńkowskiej (36) /na zdjęciu z Dominiką Figurską/. W środowisku nie było tajmnicą, że nowy scenatiusz napisało, niestety, samo życie.

Wieść o tym, że cierpi na chorobę nowotworową spadła na nią i jej przyjaciół jak grom z jasnego nieba. Trudno im było pogodzić się z tym, że to jej – młodej i dbającej o zdrowie kobiecie – przytrafił się taki dramat.

My też wiedzieliśmy o jej zmaganiach od dawna, ale szanując milczenie aktorki, milczeliśmy razem z Nią. Jednak ostatnio uznaliśmy, że skoro sama przerwała milczenie, i my możemy napisać o jej walce z chorobą.

Imponowała spokojem i opanowaniem

Jedna z pacjentek, której przyszło dzielić podobny z aktorką los i spotkać się na odziale onkologicznym, wspomina postawę pani Małgorzaty w owym czasie jako imponującą.

- Wszystkie byłyśmy przerażone na swój sposób – mówi. – Każdą z nas strach podpadał inaczej i w różnych momentach. Pani Małgosia była jednak zawsze opanowana i ufna, że pokona chorobę. Nie wpadała w panikę i spokojnie budziła w nas nadzieję. Byłyśmy jej wielbicielkami, więc jeśli ona, nasza idolka, nie traciła wiary, to i my wszystkie wierzyłyśmy, że będzie dobrze.

Personel medyczny wspomina aktorkę jako osobę wyjątkowo skromną i zdyscyplinowaną, co w istotny sposób miało pozytywny wpływ na całokształt leczenia. Pani Małgosia nie stroiła jednocześnie od wspomagania leczenia onkologicznego zabiegami u bioenergoterapeutów. Przed wakacyjną przerwą tylko wąskie grono osób z produkcji serialu wiedziało, że aktorka zmaga się z chorobą. Mimo leczenia nie miała dłuższych przerw w zdjęciach.

Jednak po urlopie, gdy pojawiła się po serii chemioterapii i zmuszona była założyć peruczkę, realizatorzy serialu oficjalnie poinformowali o chorobie aktorki całą ekipę. Od tego czasu pani Małgorzata została otoczona parasolem ochronnym. Rytm zdjęć wyznaczało jej samopoczucie, zdjęcia były ustawiane „pod nią”, tak, by się nie przemęczała.

Koledzy na planie byli wspaniali

Dzięki takiej postawie ekipy pani Małgorzata mogła pracować i mniej myśleć o tym, co przykre, a jednocześnie w każdej chwili być do dyspozycji lekarzy. A widzowie w żaden sposób nie odczuli na ekranie, że ich ulubiona aktorka zmaga się z poważnymi kłopatami.

Pani Małgorzata zawsze stroniła od dziennikarzy.

- Boję się udzielać wywiadów – tłumaczyła. W ostatnim czasie była szczególnie ostrożna. Największym wsparciem dla niej była rodzina. – Tworzymy normalną rodzinę ze swoimi kłopotami i radościami – wyznawała. Mam córeczkę Inkę, która kocha zwierzęta, zwłaszcza konie, na których bardzo dobrze jeździ. Mój mąż Jacek jest dziennikarzem. Wspaniale się rozumiemy i dobrze, że to on jest przy mnie.

Aktorka uważa, że uczucie do drugiego człowieka nadaje życiu sens. – Im jestem starsza, tym lepiej to rozumiem – wyznała. A komentując to, co sie z nią działo przez ostatnie miesiące, powiedziała krótko specjalnie dla naszych Czytelników:

– Czułam, że nie jestem sama. Dziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki. To wszystko jest zbyt świeże by o tym opowiadać!

/źródło „Życie na gorąco”/