Wstrząsające wyznanie aktora „M jak miłość” Tylko w Fakcie mówi, jak wygrał z nałogiem.

Zjujnowane zdrowie, rozpad rodziny, ból, cierpienie i niechęć do samego siebie. Taki jest los każdego alkoholika. Wie o tym doskonale uwielbiany przez widzów Egon z „M jak miłość”, czyli Jan Janga-Tomaszewski (55 l.). Tylko Faktowi wyznaje, że sam przeszedł przez piekło. I dodaje, że dziś jest już zdrowy, bo pasja życia i zamiłowanie do sztuki pozwoliły mu zwalczyć nałóg. – Przezwyciężyłem alkoholizm i zbudowałem siebie i swoje życie od nowa – mówi.

Życie Jana Jangi-Tomaszewskiego nie było usłane różami. Picie do nieprzytomności, zarywanie nocy, pobudki w obcych, dziwnych miejscach, awantury z rodziną, problemy z trzustką i wątrobą – to była jego codzienność. Artysta raz po raz lądował w szpitalu. – Piłem, aż doszedłem do punktu, w którym zawaliło mi się wszystko: rodzina, zdrowie… – przyznaje aktor.

W szpony nałogu trafił ponad trzydzieści lat temu. Zaczęło się niewinnie – od popijania z przyjaciółmi. W czasach, gdy Janga rozpoczynał karierę jako aktor i muzyk (czyli w latach 60. i 70.), picie było ważną częścią bycia w towarzystwie. – Ale ma to złe strony. Można wpaść w chorobę, z której nie każdy wychodzi – mówi artysta.

Z nim właśnie tak było. Sporadyczne picie w towarzystwie przerodziło się w codzienne uzależnienie. Aktor raz za razem tracił kontakt z rzeczywistością. A nałogu niemal nie przypłacił życiem. – Kiedy po raz kolejny wylądowałem w szpitalu przez alkohol, postawiłem sobie trudne pytanie, co chcę dalej robić? – wspomina te czasy. I wtedy postanowił, że wybiera życie. Postanowił wyleczyć się dzięki swojej pasji. Jemu, człowiekowi o niezwykłej wrażliwości, pomogła sztuka.

– Żeby się zmienić, trzeba zbudować nowego człowieka, czyli znaleźć sposób na inne poruszanie się w życiu, bez wódki – mówi aktor. Zamienił więc wódkę na muzykę, teatr, sztukę oraz łowienie ryb i podróże. Do mistrzostwa doprowadził umiejętność gry na gitarze. Dziś gra jazz i bluesa z mistrzami, pisze wiersze. Nowe, wolne od alkoholu życie zawdzięcza tylko sobie. – Wiedziałem, że moje problemy mogę rozwiązać tylko ja sam – przekonuje Janga. – Udało się. Stworzyłem siebie od nowa – mówi. To jego wielki sukces.

/źródło „Fakt”/