Przez ostatni rok było o nim zadziwiająco cicho!

Niewiele brakowało, a Ivan Komarenko, czyli Sasza z najpopularniejszego polskiego serialu „M jak miłość”, musiałby wyjechać z Polski. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. – Pomimo różnych przeciwności losu nie mogę narzekać – uspokaja czytelników Życia na Gorąco Ivan. Patrząc na jego promienny uśmiech, trudno mu nie uwierzyć.

Wizyta kontrolerów z Urzędu Pracy

Dużo czasu zabiera mu teraz praca nad nową płytą, która ma być gotowa już w maju. Ale przez ostatnie tygodnie co innego spędzało mu sen z powiek. Ivan miał problemy z urzędnikami zajmującymi się obcokrajowcami mieszkającymi w Polsce. – Jedna z dyrektorek w Urzędzie Wojewódzkim w Warszawie doszła do wniosku, że powinienem wrócić do Rosji – opowiada.

Choć już od 14 lat mieszka w Polsce, niedawno odwiedzili go kontrolerzy z Urzędu Pracy, by sprawdzić, z czego się utrzymuje, czy ma wystarczające dochody i czy nie pójdzie po pieniądze do pomocy społecznej. Piosenkarz przyznaje, że wszystko to było dla niego bardzo stresujące, jednak jakoś przez to przebrnął. Teraz czeka na kartę stałego pobytu i nie będzie już musiał się niczego obawiać. – Z powodu tych urzędniczych formalności czułem się bardzo źle. Problemy piętrzyły się na każdym kroku, ale w tych trudnych chwilach bardzo pomogła mi moja dziewczyna – zdradza.

Na co dzień muszą im wystarczyć telefony

Ta dziewczyna to nowa sympatia Ivana – 19-letnia Asia. Jest uczennicą klasy maturalnej w liceum w Rypinie. Piosenkarz świata poza nią nie widzi. Ma nadzieję, że to już miłość na całe życie.

Jeszcze nie tak dawno serce artysty zajęte było przez Justynę, ale odległość między Ameryką a Polską okazała się przeszkodą nie do pokonania. – To jest za daleko, ona nie chciała przeprowadzić się do Polski, a ja nie chciałem zamieszkać w USA – mówi Ivan. – Ale zostaliśmy przyjaciółmi.

Asię poznał w ostatnie wakacje podczas koncertu w Ciechocinku. Miała swój występ przed nim, ale początkowo nie zwrócił na nią uwagi. Zauważył ją podczas przerwy na mały poczęstunek. Jego menadżer wziął jej numer telefonu – to miało być tak na wszelki wypadek, gdyby Ivan potrzebował żeńskiego głosu do chórku.
Po kilku spotkaniach Asia i Ivan odkryli, że zależy im na sobie. A to nie było trudne, bo oboje to artystyczne dusze. Ona oprócz przygotowań do matury pracuje nad swoją pierwszą płytą. Na co dzień muszą im wystarczać rozmowy telefoniczne. Rachunki Ivana wzrosły horrendalnie. – Nie mogę pozwolić na to, by to dziewczyna dzwoniła do mnie, zwłaszcza że ona nie pracuje – mówi.

Na razie ślubu nie planuje

Na szczęście Asia przyjeżdża do Warszawy często. Nie mogą się wtedy sobą nacieszyć. Zaszywają się w mieszkaniu Ivana i rozmawiają godzinami. Razem gotują, sprzątają, słuchają muzyki i… piją herbatę. – Rytuał z Rosji, tam jest taka tradycja – mówi piosenkarz. – Najgorsze są rozstania, ale cały czas myślimy o sobie i może po wakacjach Asia przeprowadzi się do mnie, bo w stolicy chce studiować dziennikarstwo – dodaje.

Ale ślubu w ciągu przynajmniej najbliższego roku nie planuje, bo to oznaczałoby przerwanie kariery muzycznej, a na to jeszcze nie może sobie pozwolić. Zwłaszcza, że teraz w planach ma podbój rynku rosyjskiego. Za kilka tygodni na płycie w Rosji ukaże się jego największy hit „Czarne oczy”. – A to oznacza dla mnie dużo pracy i jeszcze więcej wyjazdów. Nie mogę skazywać bliskiej mi osoby na długie czekanie – tłumaczy Ivan. – Ale jeśli już podejmę decyzję o ślubie, to będzie nieodwołalna. Taka na zawsze – zapewnia. – On jest bardzo zakochany. Zależy mu na Asi, zrobi wszystko, by ta miłość kwitła – dodaje menadżer artysty.

/źródło „Życie na Gorąco”/