Przeżyli razem 43 lata. Przez cały czas szaleńczo w sobie zakochani. W piatek teresa Lipowska (69 l.) pożegnała na cmentarzu w podwarszawskich Pyrach ukochanego męża Tomasza Zaliwskiego (76 l.). – Teresa chorowała razem z Tomkiem i razem z nim umierała – powiedziała Faktowi przyjaciółka aktorskiej pary Katarzyna Łaniewska (73 l.).

Byli wzorowym małżeństwem. Mimo upływu czasu wciąż młodzieńczo zakochani, szczęśliwi, że mają siebie. Przez ostatnie miesiące ich małżeństwa, kiedy Tomasza Zaliwskiego wyniszczał rak, ukochana żona robiła wszystko, by być przy nim, podtrzymywała go na duchu, łagodząc cierpienie. Musiała dzielić swój czas między czuwaniem przy mężu, pracą na planie „M jak miłość” i rodziną: dziećmi, wnukami i prawnukami. Robiła to z niezmiennym uśmiechem i niesamowita pogodą ducha.

– Teresa bardzo przeżywała chorobę i spodziewane, ale bolesne odejście męża. Trudno jej się teraz podnieść po stracie najbliższej na świecie osoby – mówi Katarzyna Łaniewska. – To był dla niej największy sprawdzian. Teresa chorowała z Tomkiem i razem z nim umierała – dodaje przyjaciółka domu.

Kiedy Tomasz odszedł, Teresa uświadomiła sobie nagle ogrom pustki, jaka została po jego stracie. Do końca, mimo ciężkiej walki, byli przecież razem – uśmiechnięci, zakochani. Na ostatnim bileciku mąż napisał do ukochanej żony „Starość nie chroni przed miłością, ale miłość chroni przed starością”. Dzień pogrzebu był dla Teresy straszną próbą.

– To było najtrudniejsze – powiedziała Faktowi Katarzyna Łaniewska – Do tej pory od śmierci Tomasza 13 lipca jakoś się trzymała…
Teresie nie dane było – tak jak chciała – odejść z tego świata razem z mężem. Musiała stawić czoła najpierw strasznej chorobie, a później śmierci ukochanego człowieka. Podczas pogrzebu przygarbiona, przytłoczona ogromnym bólem i zapłakana przyjmowała wyrazy współczucia od przyjaciół.

Żegnając męża po raz ostatni, na długo przywarła ustami do urny z jego prochami. Na ogromnym wieńcu w kształcie serca, ułożonym z czerwonych róż napisała tylko: „Tomkowi – Teresa”.

Jej żal był tak wielki, że mimo pełnych otuchy słów księdza wszyscy obecni w kościele i na pogrzebie mieli ściśnięte gardła. Ogarnięta rozpaczą aktorka wspierała się na ramieniu syna Marcina. – On wciąż jest z nami, tylko inaczej – powiedział podczas pogrzebu, wspominając ojca syn aktorskiej pary. Wdowa przez łzy gorąco dziękowała wszystkim którzy towarzyszyli jej ukochanemu mężowi w ostatniej drodze. Kiedy wszyscy żałobnicy już się rozeszli, a nad usłanym kwiatami grobem została tylko garstka najbliższych, Teresa Lipowska otarła zapłakane oczy i powiedziała cicho. – Muszę żyć, przecież mam wspaniałe dzieci…

/źródło „Fakt”/